Chapter Text
Iruka nie mógł zaliczyć dzisiejszego dnia do udanych. Wszystko co możliwe jednego dnia spadło na niego wbijając się boleśnie w umysł.
Po raz trzeci musiał odrzucić Naruto podczas egzaminu, mimo winy i żalu jaka targała nim na świadomość jak bardzo tani to chłopca. Potem miał poważną rozmowę z Hokage. To nie tak że nauczyciel nie znał sytuacji Naruto. Znał ja najlepiej z nich wszystkich. Nie tylko przez doświadczenie samotnego dorastania, ale i bardziej osobisty wzgląd na życie chłopca. Ile to razy ta kulka energii wisiała nad nim całe dnie, ciągnęła na Ramen i zagadywała byle by tylko znaleźć towarzystwo. Młody sensei wiedział jak to jest, jednak w tym czasie miał Trzeciego pilnującego hobby nie zatracił się w tym. Jednak odrzucenie chłopca i ta... To załamanie i złość bijąca z jego twarzy. To jeszcze nie było najgorsze. Panika jaka wypełniła jego umysł gdzie Mizuki powiedział mu o kradzieży zwoju. Myśl że jego uczeń zostanie uznany za zdrajcę wioski... W całym swoim życiu nie zużył tyle czakry na bieg jak kiedy szukał Naruto modląc się by był pierwszym który go znalazł. Jednak potem, było tylko gorzej. Zdrada tak bliskiego przyjaciela była bardziej bolesna niż wielki shuriken w plecach. Iruka nigdy nie oczekiwał, nie widział powodów dla których Mizuki miałby to robić. A jednak stało się. Stał nad pobitym ciałem byłego towarzysza, bez swojej opaski na czole, z chłopcem u boku. Naruto mimo, że jeszcze przed chwilą skakał i świętował dar od nauczyciela teraz stosunkowo ostrożnie pomagał mu stać. Owszem Iruka jako ninja bywał gorzej raniony mimo to fakt, że jego kręgosłup został niemal rozłupany na drzazgi, a noga wciąż lekko krwawiła nie pomagał w spokojnym staniu. Mimo to chrząknął, przerzucając przez ramię zdrajcę i posłał Naruto przodem po pomoc.
Nie minęło dużo czasu gdy dwójka ANBU zabrała jasnowłosego do celi by w późniejszym terminie postawić go przed sądem Ibiki'ego. Iruka wiedział, że to nie będzie nic miłego. Nic godnego uwagi. Speca od tortur znał o lat, był nawet czas gdy był on senseiem ciemnoskórego. Jednakże Iruka nie powinien dłużej przejmować się losem zdrajcy, w końcu, już nic ich nie łączyło. Szybko odesłał swojego ucznia do domu i pozwolił się opatrzyć. Rana na nodze nie była żadnym problemem dla medyków, jednak druga była gorsza. Shuriken minął jego kręgosłup o milimetry. Tylko łut szczęścia ocalił go od całkowitego paraliżu nóg. Załatanie jej nie należało do najłatwiejszych czynów, a na odchodne dostał szereg upomnień i nakazów o nienadwyrężaniu się. To że broń minęła jego kręgosłup nie oznacza, że nie zostanie on uszkodzony podczas leczenia. Jednak sam fakt, że tak szybko go puścili był szokiem. I nauczyciel był przekonany że Trzeci maczał w tym palce wiedząc jak bardzo nienawidzi być więziony. Nawet w szpitalu.
Koniec końców Umino z ulgą przyjął prysznic i wygodna mate. Położył się na brzuchu zamykając leniwie oczy, leżąc w samych spodniach. Bandaże na tułowiu uniemożliwiły założenie wygodnej koszulki. Jednak nic zapowiadają się na ciepłą mimo chłodnego wiatru jaki smagał go w drodze do mieszkania. Iruka z przyzwyczajenia sięgnął po noszą na czole opaskę z symbolem swojej wioski by z kolejnym ściśnięciem serca zorientować się że jej nie ma. Prawie zapomniał że jest teraz ona na głowie blond chłopca, noszona prawdopodobnie z większym zaszczytem niż właściciel kiedykolwiek nosił. Zamknął oczy starając się uspokoić. Jutro zgłosi się po nowa, wrócić do pracy. Będzie nauczał swoje klasy, pożegna studentów którzy zdali i przydzieli im drużyny. Zbierze wszystkie testy i pójdzie do pokoju misyjnego siedząc pewnie do wieczora w papierkowej robocie, besztając niektórych ninja za stan raportu. Wróci do domu by do późna sprawdzać prace domowe, a kiedy będzie środek nocy do jego drzwi zapuka Mizuki by go okrzyczeć za... Nie zapuka. Ta myśl ponownie sprawiła że cię cały napiął otwierając oczy i szybko ogarniając sen. Przeklnął sam siebie. Jutro powinien nad tym pomyśleć. Pewnie Ibiki zawoła go na świadka. Będzie musiał złożyć zeznanie przeciwko swojego przyjacielowi. Iruka westchnął smutno odganiając zbierające się łzy. Chwycił bliżej poduszkę kuląc się na tyle na ile pozwoliło mu zdrowie i zmuszając do nie myślenia. Sen przyszedł dość szybko, jednak nie niósł ze sobą ukojenia.
To była polana. Wysokie drzewa przysłaniały słońce powodując, że całe miejsce było zaciemnione. Wiał chłodny wiatr szeleszcząc liśćmi i targając jego włosy. Było niezwykle spokojnie. Idealną ciszę przerwał dopiero radosny krzyk
-Iruuukaaaa-seeeneeei! - To Naruto biegł w jego kierunku machając radośnie ręką. Jego głos niósł się przez las powodując poderwanie kilku ptaków do lotu. Śmiech wypełnił pierś młodego nauczyciela widząc tak wielkie szczęście na twarzy ucznia. Chłopak zatrzymał się kilka kroków przed nim szerokim uśmiechem wykrzywiającym twarz. Coraz szerszym. Szerszym... Teraz twarz Naruto wykrzywiała się w chorej skręconej i niebezpiecznej wersji jego sympatycznego wyglądu. Zbliżał się powoli z każdym krokiem stawiając kolejne pytanie
-Czemu mnie okłamałeś sensei...? Czy naprawdę mnie lubisz? Chcesz mnie zabić nee sensei? Nienawidzisz mnie?
Blond włosy jaśniały a uśmiech stawał się coraz bardziej chory, postać powoli w obrzydliwy sposób zmieniała się w Mizukiego. Iruka zaczął się powoli cofać, kiedy z ust byłego przyjaciela padały coraz bardziej jadowite słowa.
-Jesteś taki samolubny Iruś.... Taki egoistyczny.... zawsze liczyłeś się tylko ty...Jakbyś był jedynym kto stracił wtedy bliskich. Wszyscy patrzyli tylko na ciebie z tym żalem i co mówili. ,,Biedny Iruś, pobawmy się z nim by nie był smutny" ,,Mały Iruka cierpi" ALE ŻADNEMU Z NICH NIE ZALEŻAŁO NA TOBIE! - to było jak policzek dla nauczyciela. Cofnął się jak uderzony drżąc a łzy gromadziły sie w brązowych oczach- NAWET TRZECI HOKAGE ROBIŁ TO Z LITOŚCI! NIE CHCE CIĘ! JESTEŚ TYLKO ŻAŁOSNĄ PARODIĄ NINJA!
Przerażony i zraniony mężczyzna rzucił się biegiem przez las zasłaniając uszy dłońmi, łzy spływały po policzkach. Starał się rozpaczliwie uciec od drugiego i wymazać okrutne słowa z umysłu. W szaleńczym pędzie opuścił las zatrzymując sie przy kamieniu pamięci. Stał tam w swojej białej szacie sam Hokage wpatrując w starannie wyryte nazwiska. Młodszy powoli się zbliżył pamiętając słowa wykrzyczane w lasku.
-Czcigodny....?
-Czyżbyś znów wpakował sie w jakieś kłopoty drogi chłopcze?
Padło łagodne pytanie a spod ronda obszernego kapelusza Kage widać było czuły uśmiech
-Myślę... że Mizuki uciekł... on... jest w lesie, wciąż możemy go złapać!
-Mój chłopcze, nie troskaj sie rzeczami poza twoim zasięgiem. Mizuki nie uciekł, nie miał jak.
-Ale... ale...
-Powiedziałem coś! - głos Hokage nagle przestał być ciepły. Zimny jak lód wbijał się w poranione serce nauczyciela. - nie zajmuj się takimi sprawami bo jesteś za słaby. Dałeś się mu pokonać, to żałosne.
Iruka cofnął się zaskoczony i zraniony. Czy naprawdę....? Czy on...? Czy taka właśnie jest prawda? Suchy szloch wyrwał się z jego gardła gdy rzucił się do ucieczki modląc o pomoc. W następnej chwili wpadł na kogoś i zaczął spadać. Krzyk wyrwał się z jego ust...
... rozbijając ciszę w pustym mieszkaniu. Napięty mężczyzna leżał na plecach z których promieniował okropny, palący ból skłaniając do podniesienia się. W pomieszczeniu było ciemno, a jedynym dźwiękiem był nieregularny oddech. To był tylko sen? To BYŁ tylko sen. Okropny i bolesny ale sen. Prawda? Musiał... musiał mieć... pewność? Ale jak? Musiał... Tak, musiał iść po kamień i spotkać rodziców. Szybko wygrzebał się z pościeli i tak jak siedział- w luźnych spodniach, bandażach zamiast koszulki i rozpuszczonych włosach, ruszył do przedsionka. Nałożył losowe buty i złapał dwa kunai nim wyszedł na chłodną noc. Stosunkowo szybkim krokiem jak na jego obrażenia ruszył przez pustą wioskę. Może to wynik snu może prawda, ale wyglądała ona na opuszczoną i tak... mroczną. Każdy cień wywoływał w nim nutę strachu, a zaciśnięte na broni dłonie były wilgotne od potu. W końcu dotarł do celu i ukląkł ostrożnie wpatrując się w nazwiska rodziców. Wziął głęboki oddech nim zaczął mówić łamiącym się głosem.
-Chyba... chyba was zawiodłem. Obiecałem wam, że będę... będę dobrym ninja, że przy mnie nikt nie będzie musiał cierpieć. Ja... naprawdę zawiodłem. Zawiodłem jako przyjaciel. Jak mogłem nie zauważyć, że coś jest nie tak z Mizukim?! Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi! Mimo to nic nie zauważyłem! Mogłem mu pomóc... zmienić go nim nie było za późno. Rozmawiać mogłem...Mogłem być lepszy prawda? -wzdycha pozwalając łzą leniwie spłynąć po policzkach. Zmienia pozycje, przytulając nogi do piersi. Kładzie jedno ostrze na ziemi, by wolną dłoń wpleść we włosy.- nauczycielem też jestem żałosnym co...? Uczniowie mnie tak rzadko szanują... z innymi nauczycielami niemal nie rozmawiam. A Naruto... jego zawiodłem najmocniej. Obiecałem sobie, że nie będę jak inni oceniać go przez demona. Na lekcjach był traktowany jak inni, ale... on potrzebował mnie. Powinienem dla niego tam być. Wspierać go jak był sam. Tak często skarżył się na pusty dom, a ja tylko... brałem go na ramen i trochę rozmawiałem... to... za mało. On chciał... on szukał i potrzebował rodziny, a ja to widziałem i nic nie zrobiłem. Tak żałosne. Zawiodłem też was. Przez cały ten czas musiałem być ciężarem dla Hokage. Zapłakane dziecko, tak słabe i bezużyteczne. Nie rozumiem dlaczego... tak o mnie dbał. Jestem przecież tylko porażką...
Każde jego słowo bolało go mocniej, a nauczyciel pozbawiony dowodu, że się myli coraz mocniej w nie wierzył. Samoocena nigdy nie była jego mocną stroną, zwątpienie czaiło się zawsze gotowe go osłabić jednak teraz...przegrał z nim. Drżące dłonie chwyciły mocniej ostrze. Ostrze lśniło tej nocy zaskakująco kusząco. Odbijało delikatną księżycową poświatę, tak hipnotyzująco działało. Tak miło. Mężczyzna nawet nie zauważył, że przyciska końcówkę do nagiego przedramienia. Dopiero gdy opalona skóra została rozcięta, a krew powoli spłynęła zorientował się. To był inny ból niż ten w sercu i umyśle i jakby lepszy od tego który zadał mu Mizuki. Bardziej kojący. Tak bezpieczny. Zrobił to jeszcze raz. Delikatne przełamanie skóry na nadgarstku. I kolejne. Wiedział do czego zmierzają ludzie krzywdzący się tak. Samobójcy. Zamknął oczy drżąc a ostrze wbiło się głębiej niż chciał. Krew popłynęła szybciej i gęściej. Przypomniał sobie słowa jakie kiedyś powiedział Mizuki:
,,Bezużyteczni ludzie powinni odejść. Tak myślę Iruka. Po co mają ciążyć innymi"
Otworzył oczy wbijając wzrok w niebo.
-Mówiłeś wtedy do mnie przyjacielu?- wyszeptał słabo, gdy ciemność pochłaniała jego wizję, a ostatnią słabą myślą były ciepłe ramiona wokół siebie. ,,Będę musiał podziękować mamie że mimo błędów tak ciepło powitała mnie po drugiej stronie"
