Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Categories:
Fandoms:
Relationships:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2025-07-06
Words:
1,074
Chapters:
1/1
Kudos:
2
Hits:
98

Doknes... Kto cię w ogóle lubi?

Summary:

Doknes cały czas próbuje sobie wmawiać, że inni go tak naprawdę lubią i szanują, ale Ewron wie, jak zasiać w nim wątpliwości.

Albo:
Spojrzenie na konwersację, którą Doknes odbył z Ewronem przed rewolucją.

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Work Text:

"Doknes z kim jesteś sojusznikiem? Jakbyś miał teraz zwerbować tutaj ludzi to kto by to był?" Ewron nie wiedział dlaczego go w ogóle słuchał. Jasne, Doknes przyniósł mu jakieś informacje, ale nie dało mu to nic o czym albo już nie miał pojęcia albo czego by się sam nie domyślił. Jednak w sumie to lubił manipulować Doknesem, może nawet w większym stopniu niż innymi, nie zaszkodzi więc posłuchać jego gadania przez moment, jeśli ma to sprawić, że Doknes będzie mu bardziej ufać.

"... No... Wy?" Ale przecież Doknes wiedział, że to bzdura, to Ewron go wrobił w kopanie tuneli pod miastem, to przez niego zaczęły się wszystkie jego problemy. Kiedy on zdaje sobie sprawę z tego, że połowa rzeczy, jakie Ewron mówi to kłamstwa, że ta gildia wcale go nie lubi. Ale co ma zrobić? Ewron to jego najlepsze wyjście z tej sytuacji, a jego gildia to jedyne osoby, które dalej przychodzą do jego gabinetu.

"Ale oprócz nas, z miasta." Ewrona bawiła cała ta sytuacja, wiedział że reputacja Doknesa nie jest dobra i zamierzał zagrać na jego emocjach, na jego ukrytych lękach, na tym do czego Doknes się nawet sam przed sobą nie przyznaje.

"A... A, myślisz, że mnie ktoś lubi?" Doknes zapytał półżartem, ale w głębi duszy zaczęło do niego docierać, że może jego reputacja nie jest tak dobra, jak już od dawna próbował sobie samemu wmówić.
"Miszel może mnie lubi?" Jeszcze kilka godzin temu byłby tego stwierdzenia pewny, ale teraz? Po tym, jak Miszel wrobił go w coś takiego…? Ale może on źle zrozumiał sytuację... Przecież to Miszel, on by mu naumyślnie nie zaszkodził, prawda? Ten sam Miszel, który mu pomógł, kiedy Doknes był oskarżany o wykopanie tuneli pod zamkiem i ścigany przez wszystkich dookoła, ten sam dobroduszny Miszel, który sprzedaje czapki i którego wszyscy lubią...

"Nikt cię nie lubi?" Ewronowi w sumie przeszło przez myśl, że to trochę smutne, ale średnio go to obchodziło. Zresztą jak jedna osoba może w ogóle doprowadzić do bycia aż tak nielubianym, posiadania aż tak okropnego charakteru? Nawet Natan był darzony większą sympatią, a on dosłownie został wygnany z miasta.
No a Ewron oczywiście problemu tego typu kompletnie nie miał, bo nawet jeśli inni nie żywili do niego pozytywnych uczuć to i tak musieli go szanować, mimo wszystko był on jednak Lordem, jedną z najbardziej wpływowych osób dookoła. Oraz oczywiście miał swoją gildię, jedyne osoby którym był wierny i których nie zostawi, byli oni dla niego jak rodzina i nie miał żadnych wątpliwości, że oni myśleli w ten sam sposób o nim.

"Miszel" Powiedział Doknes tym razem już jako stwierdzenie, aby wydawać się pewniejszym. Ewron nie musi wiedzieć o jego wątpliwościach, nikt nie musi wiedzieć. Nikt nie może wiedzieć, dałoby im to przewagę nad nim, a w tej okrutnej krainie nie może on na to pozwolić, zwłaszcza nie temu krętaczowi Ewronowi.

"Tylko? Axolotl boy?" Zapytał sceptycznie Ewron. Jednak jasne, jeśli rzeczywiście istnieje na tym świecie ktoś, kto lubi Doknesa, to byłby to Miszel, on lubi wszystkich.

"Ah... No nie no, na pewno ktoś mnie jeszcze lubi, no przecież, jestem bardzo przecież lubiany w mieście i szanowany..." Bardzo szanowany... Na pewno by chciał, ale jak widać wszystkie swoje dobre znajomości zawsze psuje swoim okropnym charakter i chciwością pieniędzy. Przez większość czasu Doknes się tym za bardzo nie przejmuje, ale raz na jakiś czas przychodzą momenty, w których czuje się on przez to bardzo samotny, momenty takie jak ten…
"No to... Kurde, jakoś nie pamiętam imion, mam słabą pamięć do ludzi, wiesz, jak to jest." Dalej próbował udawać, ale jednak emocje i uświadomienie sobie swojej własnej sytuacji brały nad nim górę.
"... No chyba jednak nikt więcej mnie nie lubi, tak sobie przemyślałem głębiej." Przyznał w końcu, nie był to jego najlepszy moment, to prawda, takie po prostu przyznanie się do słabości. Ale nie mógł już dłużej udawać, nawet jeśli dawało to Ewronowi pole do manipulowania nim, po prostu już nie mógł, był tym wszystkim zbyt zmęczony.

"Doknes, chciałbym, żebyś zweryfikował do 23:00 wszystkie swoje znajomości. Kto by z tobą poszedł w ogień? Tak po prostu, otwarcie." Powiadomił go Ewron. Nie potrzebował on pomocy w tej rewolucji, jego gildia była wystarczająco silna, żeby poprowadzić ją samodzielnie. Jednak co mu szkodzi, jeśli nawet Doknes zauważył, że jest coś nie halo z tą całą sytuacją i z nowym królem to inni też na pewno mają z tym wszystkim problem i chętnie się do rewolucji przyłączą.
No a jeśli Doknes powie komuś, kto się wygada to już będzie problem tylko i wyłącznie tego pseudopsychologa. Bo jak Ewron może bez problemu iść i wygrać tą rewolucję już tu i teraz, a trochę większe przygotowanie Imperatora i Gildii YFL nic by nie zmieniło, tak Królestwo nie jest nieskończenie wielkie i w końcu zabraknie miejsc, w których Doknes będzie się mógł schować, a Ewron go wtedy z wielką chęcią wytropi i zamorduje, ponieważ mimo wszystko jest on zwierzęciem.

[...]

Doknes naprawdę nie wiedział, co myśleć, wychodząc z gildii Hopaków. Nie mógł uwierzyć, że rzeczywiście przyznał, że nie ma żadnych dobrych znajomości. Dlaczego to zrobił, dlaczego nie jest wystarczająco silny, aby zawsze udawać? Albo dlaczego nie może mieć dobrego charakteru? Może wtedy inni rzeczywiście by go lubili… Może wtedy mógłby być tak szanowany jak Graf lub chociażby ten propagandzista Kaopej.

No bo teraz… Teraz już nawet nikt nie przychodził na jego terapie, bo wszyscy wiedzieli, że to jedna wielka bzdura, że Doknes nie tylko nie zna się ani trochę na psychologii i nie wie, jak rozwiązywać problemy innych inaczej niż alkoholem lub hazardem, ale nawet tych głupich kart tarota nie umie czytać. Ah, po co on w ogóle te karty kupił, tylko robi z siebie głupka próbując je zrozumieć… Jednak w sumie co innego ma robić, i tak od kiedy trafił do tej krainy wszyscy go właśnie za to uważają. Za głupka, pośmiewisko, idiotę oraz wiele podobnych określeń. On bardzo dobrze o tym wiedział i zazwyczaj próbował to po prostu akceptować i żyć dalej, jednak jak widać nie zawsze mu wychodziło.

Po co on się w ogóle pcha do tej rewolucji? Może musi po prostu zrozumieć, że nie było mu pisane zostać królem? Może zamiast tego Doknes powinien zacząć nowy biznes, który nawet jeśli znowu nie będzie legitny to przyciągnie zaciekawionych mieszkańców krainy przynajmniej na początku?

Nie, on się tak łatwo nie podda, zbierze ludzi na rewolucję i już jutro pójdą obalić Imperatora. A potem to Doknes zostanie królem i już nikt nie nazwie go głupkiem, bo wszyscy będą musieli go szanować albo zostaną wtrąceni do lochu.

Notes:

Dziękuję za przeczytanie ^^