Chapter Text
50, 0%.
Pięć. zero. przecinek. zero. procent. Pięćdziesiąt-kurwa-przecinek-pierdolone-zero głosów. Ani więcej, ani mniej; dokładnie-kurwa-idealnie, jak w bajce o trzech misiach i grymaśnej dziewczynce którą ktoś porzucił w lesie.
Na wybory przyszła parzysta liczba osób: na jedną babcie wiernie wspierającą finansowo radio-maryja przypadał jeden zwolennik partii oferujących tolerancje i równość; Na jednego popierdoleńca od Brauna przypadał jeden zdrowo myślący; na jednego "prawdziwego patriotę" przypadał jeden faktyczny.
50/50, dla niego i Rafała.
Było około północy gdy ich sztaby wezwały ich do hotelowej sali konferencyjnej; Żadne z nich nie spało tego wieczora (jedno z nich miało przecież zostać prezydentem) więc nikt nie tracił czasu na grzecznościowe zwroty. Usłyszeli tylko w słuchawce:
"Karol weź rusz dupe bo trzeba omówić ten wynik z prezesem"/"Rafał nie becz bo jeszcze nie przegrałeś, pakuj się do limuzyny i zobaczymy się na miejscu gagatku"
Sala konferencyjna hotelu była niewielkim pomieszczeniem, które przypominało bardziej przekonwertowaną kanciapę na miotły niż wielkie jasne pomieszczenia w których zwykle odbywały się obrady. Nie było w niej żadnych okien, ale całe jej ściany pokrywały zasłony z ciemnoczerwonego atłasu który miał zasłonić rury w ścianach i odgrzebane kable przed sanepidem. Poza zasłonami, podłogą i sufitem w pomieszczeniu znajdował się ekran, telewizor i rzutnik (i po chuj się pytasz czemu i telewizor i rzutnik) oraz szafki z tyłu pomieszczenia- słowem spartańskie dekoracje przestrzeni biurowej ogarneły też starsze warszawskie hotele. Ale pomieszczenie nie było przynajmniej ani beżowym smutkiem, ani oczojebnym pastelem. Zimne, nieprzyjazne wzrokowi o tak późnej godzinie, światło pokoju doprawiało już szefów obu partii do poważniejszego bólu głowy (do którego od strony Tuska dokładał sam Kaczyński, a Jarosławowi kac). W sali byli poza nimi też Sikorski i Paweł, każde siedzące po przeciwnej stronie stołu wraz z kilkoma innymi członkami sztabu. Dopełniając na swój dziwaczny sposób te ponurą atmosferę, Marszałek Hołownia siedział dokładnie pośrodku obu stron wpatrując się w ekran znajdujący się na tej samej ścianie co drzwi.
Byli kontrkandydaci weszli (choć nie było to zamierzone a nawet celowo ignorowali się idąc tym samym korytarzem) razem do sali. Zamiast nieformalnego przywitania albo chociaż kulturalnego "Dzień dobry" odpowiedziała im cisza. A wszyscy obecni wpatrywali się w ekran telewizora jakby sam pan bóg ukazywał im na nim akt stworzenia ziemi jak w jakimś pojebanym planetarium. Na ekranie odtwarzały się pełne statystyki: kto gdzie na kogo głosował, kiedy pozamykały się lokale wyborcze i inne jeszcze mniej istotne bzdety- oraz finalny wynik. Karol miał ochotę wyjebać pięścią w ten przeklęty ekran.
Tuskowi w zniecierpliwieniu chodziła noga i ogólnie miał tiki nerwowe związane z chęcią albo okrzyczenia kogoś/czytaj: J. Kaczyńskiego/ albo zniecierpliwienia oczekiwaniem na Karola i Rafała (najpewniej oba były powodami do tików). Kaczyński był enigmą: czymś pomiędzy zamyśleniem a znudzeniem; tak naprawdę marzył tylko o jakimś alkoholu żeby się najebać (bo jak każdy mieszkaniec Europy środkowo-wschodniej wiedział że najlepszym lekarstwem na kaca jest bycie ciągle najebanym, i zmiana jednodniowej sesji z wódką w chorobę przewlekłą/lifestyle znany jako alkoholizm).
-Popatrz i przestudiuj dokładnie wyniki Karol i sprawdź czy to nie jakieś lewe oszustwo- rzekł do Karola i poszedł pogrzebać w szafkach z tyłu pokoju żeby upewnić się że nie ma tam upragnionego spirytusu. Karol kiwnął głową i siadł po tej samej stronie co sztab PiSu. Wszystkie oczy jego pobratyńców partyjnych były skierowane w głupim wyrazie twarzy na ekran, jakby patrzenie się nań miał już coś zrobić, jakby tą grupową telekinezą mogli przesunąć wynik choćby o dziesiątą procenta.
Trzaskowski siadł tylko na fotelu z tyłu sali konferencyjnej i próbując zachować pozory normalności zaczął skrolować jakieś rolki, ale zamiast tych agresywnych wpisów na twitterze, przeglądał zdjęcia fok na tiktoku. Karol, mimo całej swojej ciekawości i chęci wyczytania emocji z tych pięknych ciepłych oczu, powstrzymywał się od patrzenia na Rafała. Bynajmniej starał się na niego nie patrzeć, odwracając wzrok i lustrując resztę pokoju. Hołownia radośnie wyciągnął (pierwszy od przegranej w kampanii I tury) swoją kieszonkową konstytucje i wesoło zanucił jakąś melodie z "tańca z gwiazdami".
-Spokojnie panowie, na takie ewentualności wprowadziliśmy parę... poprawek w konstytucji- rzekł jakoś zamyślony i zaczął wertować strony; ("ja pierdole jaki z niego pozer, przecież się chwalił że zna konstytucje na pamięć" pomyślał Karol). Tusk nerwowo tupał nogą, a Prezes kontynuował szperanie w szafkach poszukując godnego trunku.
-O, no i jest- powiedział z zadowoleniem sam do siebie marszałek i zaczął czytać- Rozdział XI, stany nadzwyczajne. Artykuł 213. "W przypadku gdy naród nie wybierze jednego kandydata na prezydenta istnieją dwie możliwe ewentualności: ponowne wybory z wykluczeniem partii do których należeli kandydaci II tury, lub współrządy koabitacji na poziomie prezydenckim" Przeczytać wam podpunkty artykułu? bo może być spory problem z ich realizacją.
-Czytajże- powiedzieli Paweł i Radosław, a Szymek, uradowany z powodu takiego zainteresowania konstytucją czytał dalej- Podpunktów jest siedem, zapamiętajcie artykuł 213, podpunktów 7!- mówił chcąc zwrócić uwagę Kaczyńskiego który już prawie cały siedział w szafce z tyłu pomieszczenia- ....213, i 7... "Podpunkt pierwszy i drugi: Bez jednomyślności tak powstałej instancji kilku prezydentów żadna ustawa nie może być zaakceptowana, ani nie może być odrzucona. Podpunkt trzeci: Prezydenci mają za swoje biuro i miejsce pobytu wyznaczyć to samo miejsce. Podpunkt czwarty: Prezydent nie może się bez zgody pozostałych prezydentów pokazywać publicznie. Podpunkt czwarty: Zgoda wobec prezydentów w sprawach państwowych i ogólnej waśni ma być efektem dialogu. Podpunkt piąty: Prezydent nie może zrezygnować bez procedury opisanej w ustawie 67 poruszonej na LXIX posiedzeniu rządu. Podpunkt siódmy: Złamanie ustalonych jest równe zdradzie stanu."
Karol może nie był najbystrzejszy na WOS-sie (albo bardziej przedmiotu który w jego szkole średniej pełnił tą samą funkcję), ale zdawało mu się że zrozumiał to co wyczytał z "kochanej konstytucji" Hołownia: albo nie startują w wyborach, albo jakoś razem rządzą. Rafał też zrozumiał, schował twarz w dłoniach i pochylony próbował dojść do wewnętrznego porozumienia. Ale ta decyzja, jak o wiele za dużo decyzji w polskiej polityce nie należała do nich, a przełożonych dla których obaj byli marionetkami na sznurkach.
Kaczyński wciąż myślący o wódzie, wyłonił się z szafki -No i jaki problem? po prostu znowu wrzucimy imiona do kapelusza i będziemy mieli nowych kandydatów. A ty, Pawełku, bądź tak dobry i skocz do żabki. Po polską wódkę i coś dla lewaków- wygrzebał z kieszeni garniaka jakąś pogniecioną łapówkę gotówkę, a Paweł korzystając z okazji wyszedł przez drzwi sali nie oglądając się za siebie.
-Aż tak cię pojebało?- zapytał Tusk z niedowierzaniem.
-No, tak. Zapomniałem że jesteś unijnym gównem które nie pije, bo nie toleruje promili i polskości.- powiedział spokojnie Karakan, kontynuując. -Przecież właśnie ten, o tu - wskazał na Hołownie- wyczytał ze swojej książeczki że wystarczy kolejne wybory zrobić. A przez chwile podskoczyło mi tętno, jakby Karolek miał z twoim tęczowym sługusem rządzić razem państwem.
-Debilu!- ryknął Tusk- Ani twoja 'Decyzja Prezesa' ani żaden kolejny pisowiec któremu każesz startować w wyborach w nich nie wystartuje!
Jarosław zamrugał tylko oczami w ślepym zaskoczeniu; A Tusk tłumaczył -Całkowite wykluczenie CAŁYCH NASZYCH PARTII, rozumiesz? Jeśli będą nowe wybory, to bez nas. Wygra albo ten idiota od gaśnicy albo mentos z hulajnogą! Wybieraj swój głos Jarek, bo to dla ciebie jedyne opcje w nowych wyborach.
-Jest jeszcze imperator z góralskimi koralami, Biejat i Zandberg z pod flagi L-gie-be-te i równości- dodał pomocnie nieproszony Sikorski.
-Cicho siedź Radek!/Zamknij ryja śmieciu!- wykrzykneli dwaj przywódcy partii (z czego śmieciem biednego Radka, który chciał być częścią rozmowy, nazwał Tusk)
Kaczyński spoważniał, chodził po pokoju myśląc na głos i masując czoło. -Czyli albo koniec polski spowodowany przez lalusia z warszawy, albo koniec polski w którym ja i Fionka nie mamy ostatniego słowa? (A każdy wiedział że jest źle gdy Jarosław Kaczyński otwarcie przyznawał wpływ swojego kota na polityke)
-Tak, Jarek. Albo oboje mamy wpływy albo wygrywa jakaś nikomu nieznana partia typu "ostatnie pokolenie" która oferuje zniszczenie każdego pomnika i rzucenie szkoły wszystkim małolatom.- przygnębiony tą wizją powstałą w jego głowie, szef platformy obywatelskiej, dzielił się z nią z wszystkimi obecnymi w sali konferencyjnej.
-Lepszy Rydzyk od Bosaka.- powiedział przy drugim okrążeniu pomieszczenia Jarosław- Ale ja chce wpływy nad orlenem, większą połową polski i...- i tu zrobił dość dramatyczną, choć zdaje się przypadkową pauzę- bezwzględne, ale to absolutne, i bezkompromisowe wpływy nad PKP.
-Mówi się "Lepszy rydz niż nic" i nie ma czegoś takiego jak "większa połowa", ale poza twoim brakiem wiedzy na poziomie podstawówki zdaje się, i to o dziwo, że masz racje. Lepiej żeby twój kibol od snusów, ustawek i kradzieży mieszkań,- tu Karol chciał przerwać Tuskowi i powiedzieć coś na kształt "ja nic nie ukradłem temu zgrzybiałemu staruchowi" ale ugryzł się w język- rządził z Rafałem, niż gdyby kraj ogarneła totalna anarchia. I na cholerę Ci wpływy nad PKP?
-Mam swoje powody i nie będę ci się z niczego tłumaczyć, ty lewacka klucho kłamstw- ostatnie słowa Jarosław wycedził przez zęby i zaczął zbliżać się do Tuska groźnym chodem.
Gdy stanął już nad politykiem dotychczasowej opozycji (nad którym jakoś strasznie nie górował bo był tylko karakanem poniżej średniego wzrostu), Tusk się zaśmiał, porzucając swoje dotychczasowe smutki- I co zrobisz tygrysie?- Jarosław podał mu rękę na zgodę.
Powiedzieć że był to widok niespotykany to mało; Ba widzenie ich mających konwersacje było już samo w sobie wyjątkowe. To że nie napluli na siebie otwarcie jadem w trakcie rozmowy czyniło już ją legendarną. A widok złączonych na gest zgody dłoni był co najmniej surrealny i zbyt piękny by zawierać się w prawdziwym świecie.
Zdyszany Paweł wparował przez drzwi z wódką w ręce i jabłkowym piwem 0% Sommersby w aktówce -Coś mnie ominęło?- spytał widząc zszokowane twarze wszystkich w pokoju. Po chwili, gdy zobaczył zgodę Tuska i "Pana Prezesa", jego twarz przybrała ten sam wyraz co wszystkich obecnych.
Rafał, ten lewacki złodziej przechwycił jedno piwo i CAŁĄ wódkę dla siebie. Przelał piwo do kubeczka (który zmaterializował się z nikąd) i podał Radkowi, a sam wlał z pół litra wódki do pustej puszki. Karol żeby nie być gorszy wziął pozostałą wódkę i pił już z gwinta. Reszta spotkania była już dla Karola, który potem wypalił jeszcze z pięć papierosów (bo prezes dał mu bana na snusy), totalnym nikotynowo-alkoholowym snem-marą. Pamiętał tylko chaos jakiś przygotowań, twarz upitego Rafała i Hołownię nawijającego o ustawach.
