Actions

Work Header

Pod Świeżo Umytą Podłogą

Summary:

Wizyta młodej inspektorki mieszkaniowej zagraża starannie utrzymywanej pozornej przyzwoitości domu Dulskich. Lecz w domu zbudowanym na pozorach nawet przeciekający sufit może stać się niebezpieczny.

Notes:

Początek tej opowieści wyrosła z pomysłu na satyryczne spojrzenie na obyczaje - podobnie jak w „Moralności pani Dulskiej”, gdzie elegancja pozorów spotyka się z bałaganem za kulisy. W tym świecie pojawia się Helena, twór niestandardowy, który przypadkowo czy nie - zakłóca spokój, jaki panuje (przynajmniej na papierze) wśród Dulskich. Jej obecność przypomina, że ład często jest tylko cienką warstwą farby.

Chapter 1: Nieznajoma za Drzwiami

Chapter Text

Zimowa mgła wisiała nisko nad Krakowem, przyciskając się do okien mieszkania Dulskich niczym niemy świadek. W środku wszystko pozostawało takie jak zawsze: wypolerowane meble, starannie ułożone firanki i ostry zapach gotowanej kawy unoszący się z kuchni. Pani Dulska siedziała sztywno przy piecu, licząc monety i układając je w równe stosiki.

— Prąd staje się bezczelnie drogi — mruczała. — Ludzie marnują światło, jakby słońce do nich należało.

Hesia i Mela wymieniły spojrzenia. Zbyszko rozwalił się przy oknie z papierosem, udając, że nie słucha. Wtedy rozległo się pukanie. Nie było to nieśmiałe pukanie lokatora bojącego się zaległego czynszu ani pewne stukanie sąsiadki przynoszącej plotki. To było stanowcze, obce pukanie. Pani Dulska zmrużyła oczy.

— Hesia, otwórz. I wytrzyj ręce, zanim dotkniesz klamki.

Pojawiła się tuż po tym, jak drzwi zaczęły się uchylać - dziewczyna o wilgotnych włosach i płaszczu przykrytym warstwą białego. Teczka z jej ręki wyglądała na ciężką, dużą stertę papierów przyciskała mocno do biodra.

— Dobry wieczór — powiedziała uprzejmie. — Nazywam się Helena Kowalska. Szukam pani Dulskiej.

— Ja jestem panią Dulską — odparła ostro Dulska. — Co znaczy przychodzenie o tej porze?

Młoda kobieta uważnie rozejrzała się po mieszkaniu.

— Przyszłam w sprawie lokatorów tego budynku.

Natychmiast atmosfera w pokoju zgęstniała.

— A co z nimi? — spytała chłodno Dulska.

Helena otworzyła teczkę i wyjęła kilka kartek.

— Pojawiły się skargi. Zepsute ogrzewanie, niebezpieczne poręcze na schodach, pleśń w pokojach na górze…

— Kłamstwa — przerwała Dulska. — Absolutne bzdury. Biedni ludzie zawsze narzekają. Daj im dach nad głową, a będą żądać pałacu.

— Ale jedno dziecko zachorowało przez wilgoć na ścianach — odpowiedziała cicho Helena.

Przez chwilę nawet Zbyszko przestał się uśmiechać. Pani Dulska podniosła się z krzesła.

— Pani przychodzi do mojego domu i mnie oskarża? Kto panią przysłał?

— Miejski urząd mieszkaniowy.

Cisza, która zapadła, zdawała się pochłonąć cały pokój. Mela spojrzała nerwowo na matkę. Hesia niemal pękała z ciekawości. Zbyszko uśmiechał się lekko, jakby bawiło go całe przedstawienie. Pani Dulska jednak szybko odzyskała opanowanie.

— Cóż — oznajmiła, wygładzając spódnicę — urzędnicy nic nie wiedzą o prawdziwym życiu. W tym budynku wszystko jest całkowicie porządne.

Helena spojrzała w stronę sufitu, skąd było słychać ciche kapanie z górnego piętra. W tej samej chwili kropla wody spadła obok pieca.

Plink.

Nikt się nie poruszył. Chwilę później spadła następna kropla.

Plink.

Zbyszko roześmiał się pierwszy. Krótki śmiech. Ostry i niebezpieczny. Pani Dulska poczerwieniała.

— Ten dom się rozpada — powiedział Zbyszko. — Być może dlatego, że pozory kosztują więcej niż naprawy.

— Zamknij się! — syknęła Dulska.

Ale Helena zobaczyła już wystarczająco dużo. Powoli zebrała swoje papiery.

— W przyszłym tygodniu odbędzie się kolejna kontrola — powiedziała spokojnie. — Radzę tym razem przygotować się uczciwie.

Gdy drzwi zamknęły się za nią, mieszkanie wydawało się mniejsze niż wcześniej. Na zewnątrz mgła gęstniała wokół krakowskich latarni. W środku pani Dulska ruszyła gniewnie do kuchni — wściekła nie z powodu przeciekającego sufitu ani cierpienia lokatorów, lecz dlatego, że odwiedzająca naniosła śniegu na świeżo umytą podłogę.